15 listopada 2015

Co się stało z tą chrześcijańską radością?


Chrześcijaństwo z założenia jest wiarą radosną. Czasem mam wrażenie, że tak jest tylko w teorii. Nie wiem jakie Wy macie doświadczenia, ale ja ze swoich młodszych lat kojarzę Mszę z ludźmi, którzy mają miny, jakby siedzieli w Kościele za karę. Jakby radość była karana ekskomuniką. Nawet w Wielkanoc, kiedy wszyscy powinni się radować, bo Jezus zmartwychwstał, jakoś nikomu cieszyć się nie chce. ,,Alleluję" powinniśmy śpiewać z uśmiechem na twarzy. Przecież Bóg nas kocha. Jest taki super, że chce przez cały czas koło nas być. My tymczasem śpiewamy to jedno, wyjątkowe słowo niczym pieśń pogrzebową. A więc, radościo chrześcijańska, gdzie się podziałaś?

Kiedy myślę sobie o radości w Kościele, mam przed oczami chór gospel. Czuję jak ich piękne, mocne głosy wypełniają każdy zakamarek świątyni. Dodatkowo to ich świetne ,,bujanie" się w rytm muzyki i klaskanie. To jest dla mnie najpiękniejsza religijna muzyka. Dzięki niej widać jak mistrzowski jest Bóg.

W lipcu byłam na niezwykłej Mszy (chociaż wiem, że każda jest niezwykła, bo jest w niej sam Jezus). Jednak ta jedna Liturgia była inna niż wszystkie. Miała ona miejsce na Górze Św. Anny podczas XIX ,,Święta Młodzieży" (sześciodniowe rekolekcje). Trudno jest wyrazić słowami czego się tam doświadcza, ale spróbuję. Góra Św. Anny to takie niezwykłe miejsce, gdzie wszyscy są weseli z tego, że dane jest im być na tych rekolekcjach. Wyobraźcie sobie tę niezwykłą atmosferę, kiedy w jednym miejscu skumuluje się ok. 900 młodych ludzi + genialnych duszpastrzerzy.

Tam, na każdej Mszy, aż kipiała z nas radość. Wszyscy mieli uśmiech na twarzy. Dodatkowo szczęście potęgowała genialna schola i orkiestra. Nigdy wcześniej nie słyszałam tak świetnych wersji piosenek religijnych. To nie były jakieś smęty, tylko najczystsze 100% pozytywnej energii. Do dzisiaj jak przypominam sobie niektóre piosenki to mam ciary na rękach.

Jednym z najpiękniejszych momentów była modlitwa ,,Ojcze nasz", kiedy wszyscy w jej trakcie trzymaliśmy się za ręce. Właśnie u Franciszkanów zobaczyłam, że wiara nie musi być nudna, smutna i drętwa. Dzięki im za to :)

Jeżeli jeszcze nie zobaczyliście i nie doświadczyliście chrześcijańskiej radości, to polecam udać się na rekolekcje dla młodzieży. Niezwykłe przeżycia gwarantowane. I mówi Wam to człowiek, którego kiedyś prawie siłą trzeba było zaciągać do Kościoła.

3 komentarze:

  1. Ciekawe przemyślenia na temat Kościoła. Sama zauważam, że ludzie siedzą w Kościele za karę, jakby im ktoś kazał. Niektórzy może dlatego, że byli tak wychowani i z przyzwyczajenia, bo tak wypada.
    Dla mnie zawsze pójście do Kościoła było i jest przyjemnością, w każdym święcie Kościelnym, ale także powszechnej niedzieli powinniśmy szukać nutki radości

    http://freedomysoul.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację co do ludzi w kościele, niestety niektórzy traktują chodzenie tam jako obowiązek ;/
    agnieszkaa-es.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie tej radości najbardziej mi w kościele brakuje, nawet teraz na Boże Narodzenie te śpiewy nie są zbyt radosne. Nie mówię, że na każdej mszy powinny być wesołe śpiewy, tańce, oklaski, bo nasze babcie by tego nie zniosły. ;) Ale gdyby były choć na jednej niedzielnej mszy, to wybrałabym właśnie tą. Co nie zmienia faktu, że i tak z każdej mszy wychodzę uduchowina i radosna, niezależnie od oprawy. :)

    OdpowiedzUsuń

*PROSZĘ O NIEZOSTAWIANIE LINKÓW DO SWOICH BLOGÓW. *KOMENTARZE TYPU ,,ŚWIETNY POST" PROSZĘ SOBIE DAROWAĆ
Jestem radosnym człowieczkiem, ale będę jeszcze bardziej szczęśliwa, jeśli zostawisz tu po sobie ślad. Chciałabym tworzyć blog razem z Tobą, więc zapraszam Cię do komentowania :)