11 stycznia 2016

Mój talerz - moja trawa.


Cześć i czołem! :) Nie wiem czy wiecie, ale mamy dzisiaj Światowy dzień Wegetarian. Niby dzień jak dzień. Ale niech ta mała - wielka okazja będzie pretekstem do mojego dzisiejszego paplania.

,,Wielbię" te momenty, gdy ludzie bardziej ode mnie ekscytują się moim sposobem odżywiania. Nie jem mięsa i amen. Jak dla mnie koniec rozwodzenia na ten temat. Mój wybór, mój żołądek, moja sprawa. Ale niektórzy jakimś dziwnym trafem bardzo to przeżywają.

I tu nie chodzi tylko o mnie. Pewnie innym wegetarianom też się to zdarza. Gdzieś tam przy ludziach mówisz, że zrezygnowałeś mięsa. Niektórzy powiedzą, że super itd. Zadają pytania i chcą się czegoś więcej dowiedzieć. I to się ceni. Ciekawość jest fajna. Tu właśnie masz szansę zachęcić kogoś do zmiany diety.

Ale wiadomo, że zawsze się znajdzie ktoś, kto zacznie rozmyślać (na głos oczywiście i to zapewne jeszcze przy Tobie) - jak można nie jeść mięsa, przecież po to mamy kły, świnia jest po to, żeby ją zabić etc. Taaaa. Bo generalnie niektórzy mają niepoprawny obraz wegetarian. Ja nie wiem. Oni chyba myślą, że na obiad idziesz sobie na dwór, kładziesz się ziemię i jesz trawę. Generalnie śmieszy mnie to jak niektórzy złośliwie komentują, że jesz tylko sałatę. Kurde, co komu do Twojego wyboru.

Wegetarianin to nie jest jakiś oszołom.

Nie robię strajków głodowych, żeby inni przestali jeść schabowe. Nie wyjmuję ludziom z buzi mielonego....

Szanujmy swoje wybory. Nie dogryzajmy sobie wzajemnie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

*PROSZĘ O NIEZOSTAWIANIE LINKÓW DO SWOICH BLOGÓW. *KOMENTARZE TYPU ,,ŚWIETNY POST" PROSZĘ SOBIE DAROWAĆ
Jestem radosnym człowieczkiem, ale będę jeszcze bardziej szczęśliwa, jeśli zostawisz tu po sobie ślad. Chciałabym tworzyć blog razem z Tobą, więc zapraszam Cię do komentowania :)