28 marca 2016

A przyjemnie to tak przyczyniać się do śmierci zwierząt?


Cienki bolek ze mnie. Znowu znalazłam kolejną sytuację, której nie umiem racjonalnie wytłumaczyć i pojąć. O! A może Wy wiecie jak rozwiązać tę zagadkę. No bo jak ludzie jadą w góry to dlaczego, do cholery, nie używają nóg? Na serio. Czemu nie ruszą szanownych czterech liter? Po co jechać w góry, żeby potem zamęczać konie wioząc swój tyłek na wozie?


Założę się, że na bank widzieliście zdjęcia koni, które umarły na drodze do Morskiego Oka. Ciągnęły wozy wyładowane uchachanymi  turystami. No i w końcu te biedne zwierzęta nie wytrzymały. Mordercze upały, nieludzki wysiłek, bezwzględni nastawieni na hajs właściciele i bezmyślni turyści. Wiecie kto jest winien śmierci tych zwierząt?

Turyści! Tak, oni. To oni przechodzą jakieś zaćmienie mózgu. Wyłącza im się empatia. Władują się na te wozy. Nawet i 15 osób się upchnie. W końcu, kto bogatemu zabroni, nie? I jakoś nikomu nie przeszkadza, że koń ledwo zipie i jest zajechany jak po westernie. Ja się pytam - gdzie oni mają oczy i zdrowy rozsądek?

Jak jedziesz człowieku w góry to chodź na własnych nogach. Nie wysługuj się umordowanymi zwierzętami, z których część potem trafi do rzeźni. Może tu trzeba oświecić ludzi. A więc konie też czują. To nie maszyna, która wszystko wytrzyma i zrobi dziennie 10 kursów na trasie. A jak ktoś jedzie w góry tylko po to, żeby wziąć udział w męczeniu zwierząt to polecam udać się do sanatorium w Ciechocinku. Miłe przeżycia gwarantowane.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wymyśliła alternatywy dla tego nieszczęsnego końskiego, nastawionego na hajs, przedsięwzięcia. Otóż, proponuję takie rowerki z przyczepką tzw. rikszy. No co? Człowiek też wytrzymały. Skoro jest takim chojrakiem to może sam będzie woził ludzi zamiast męczyć konie.

Polecam przeczytać artykuł - Rzeźnicy znad Morskiego Oka. Górale zamęczają konie, a turyści są za to odpowiedzialni.

Tutaj znajdziecie sporo aktualnych informacji o koniach z Morskiego Oka - Ratujmy konie z Morskiego Oka

 

11 komentarzy:

  1. Ryksze istnieją już od dawna, więc to nic nowego.
    Konie jeśli są odpowiednio utrzymywane i pielęgnowane zniosą bardzo wiele.
    Kiedyś jakoś nikt nie płakał nad losem koni pociągowych, które harowały w polu.
    Tak świat został stworzony , zwierzęta są dla ludzi i nic w tym dziwnego nie ma. Inną zaś kwestią jest zamęczanie zwierząt i brak ich pielęgnacji. Czego skutkiem są sytuacje jakie opisujesz. Ale to nie znaczy, że takie rzeczy trzeba likwidować, po prostu trzeba mieć głowę na karku i ludzkie sumienie i odpowiednio pielęgnować takie zwierzęta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Pauliną - o ile człowiek ma odpowiednie podejście do zwierząt, wie jak je utrzymywać, dbać o ich dobrostan i nie zamęcza zwierząt czy to przemocą, czy nadmierną pracą - wykorzystywanie koni w kuligach czy powozach jest w porządku.
      Ale gdy ludzi ogarnia żądza peniądza i cierpią na tym nadmiernie wykorzystywane zwierzęta - to już nie jest w porządku i rzeczywiście wypadałoby coś z tym zrobić. Pytanie tylko jakie wyjście z sytuacji byłoby w tym przypadku najlepsze dla zwierząt - jeśli nadal konie będą w taki sposób eksploatowane - będzie źle. Jeśli jednak ryksze sie zlikwiduje - konie nie będą musiały pracować, ale w związku z tym nie będzie dla nich zajęcia, ludzie nie będą chcieli utrzymywać 'na darmo' tych zwierząt, więc pewnie część z nich i tak trafi do rzeźni.
      Lepszym rozwiązaniem dla zwierząt byłoby wprowadzenie jakichś ograniczeń dotyczących godzin pracy dla konia, długości trasy czy ilości turystów podczas przewozu.

      Usuń
    2. Wiem, że riksze to nic nowego. Napisałam o nich w takim sensie, że właściciele koni, którzy niewłaściwie o nie dbają sami powinni wozić turystów siłą własnych mięśni. Nie mówię tu o likwidacji tego. Ale przecież są dowody na to, że właściciele nie dbają odpowiednio o te konie. Niby są przepisy regulujące, ale co z tego jak część osób ich nie przestrzega. wiadomo, że człowiek wykorzystuje zwierzęta ze względu na ich siłę, ale jak pokazuje doświadczenie, wiele osób ma w dupie ich dobrostan.

      Usuń
    3. "Wiele" nie znaczy "wszyscy". Jeśli są dowody przeciwko konkretnym osobom, że zamęczają swoje zwierzęta - wystarczy znaleźć na to odpowiedni paragraf i to zgłosić organizacjom zajmującym się takimi sprawami (np. Viva widoczna na plakacie ze zdjęcia zamieszczonego w artykule, który podlinkowałaś).
      Bo rzeczywiście można o tym pisać na blogu i psioczyć, można mówić żeby to człowiek założył na siebie chomąto i ciągnął rzesze turystów siłą własnych mięśni... Ale można też, będąc w górach jako turysta, nie skusić się na taką przewózkę. A jeszcze lepiej zwrócić woźnicy uwagę jeśli ten bierze na wóz zbyt dużo ludzi, zobaczyć jak traktuje swoje zwierzę, czy nie jest ono zamęczane... W razie co mamy XXI wiek i wystarczy zrobić zdjęcie czy nagrać filmik - niby w ramach "pamiątki" - ale w razie łamania praw zwierząt będzie to niepodważalny dowód w sprawie. I zamiast gadać rzeczywiście można zacząć działać.

      Usuń
    4. Jeżeli moje pisanie na blogu uważasz jako psioczenie to nie mam pytań... Właśnie takie pisanie uważam za część działania przeciwko męczeniu zwierząt. Gadanie też jest ważną kwestią w walce z jakimiś zdarzeniami.

      Usuń
    5. Tak, gadanie też jest ważne, ale jeśli jest połączone z choćby minimalnymi działaniami, które mogłyby się przyczynić do poprawy sytuacji. Łatwo pisać o czymś "z odległości", ale czy zareagowałabyś w prawdziwym życiu? Jeśli jesteś świadkiem - zadziałaj. Jak wspomniałam, wystarczy zdjęcie czy krótki filmik na dowód tego, że zwierzętom dzieje się coś złego i zgłoszenie tego faktu odpowiednim ludziom i organizacjom.
      Samo gadanie nic nie da, bo co to da jeśli wszyscy będą gadać a nikt nie zareaguje, nikt nie zadziała?

      Usuń
    6. Wiem jak zareagować w takiej sytuacji i ogłaszam wszem i wobec, że jeśli sytuacja by tego wymagała to bym zareagowała.

      Usuń
  2. Byłem niedawno nad Morskim Okiem i kilka tych biednych koni nas po drodze minęło. To jest straszne, że tak się tam dzieje. Szkoda, że nikt nic z tym nie robi...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się całkowicie. Jest tyle innych miejsc, gdzie można dojechać, jak ktoś nie ma siły chodzić, ale przecież trzeba "zaliczyć" góry, nie? Co z tego, że nie na własnych nogach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie za podzielenie się swoją opinią ;) Widzę, że jest coraz więcej osób, które zauważają problem nieodpowiedniego wykorzystywania koni.

      Usuń
  4. Niestety ludzie mają za mało szacunku do zwierząt i czasem je traktują zupełnie jakby te nie miały uczuć. Jednak uważam, że jeśli osoba zajmująca się tymi końmi jest odpowiedzialna to nie pozwoli by koń był zbyt przemęczony nie mówiąc już o tym by umarł.
    A co do nazwy bloga to jest adekwatna do sposobu Twojego pisania, gdyż piszesz jak typowa humanistka. Bogate słownictwo, które przyjemnie się czyta :)
    /Liseł
    NASZ BLOG - KLIK

    OdpowiedzUsuń

*PROSZĘ O NIEZOSTAWIANIE LINKÓW DO SWOICH BLOGÓW. *KOMENTARZE TYPU ,,ŚWIETNY POST" PROSZĘ SOBIE DAROWAĆ
Jestem radosnym człowieczkiem, ale będę jeszcze bardziej szczęśliwa, jeśli zostawisz tu po sobie ślad. Chciałabym tworzyć blog razem z Tobą, więc zapraszam Cię do komentowania :)