7 maja 2016

Bóg nie przestaje mnie zaskakiwać.


Zdziwiłabym się :
a) gdyby matura w tym roku była wyjątkowo łatwa
b) gdyby rano do moich drzwi zapukał Daniel Craig i zaprosił na kawę
c) gdybym miała kiedyś rozmiar 36
d) gdybym przebiegła maraton ( ba! ja to bym się zdziwiła, gdybym wgl poszła na jakikolwiek maraton )
e) gdyby kiedyś moja miłość do jedzenia wygasła
f) gdyby zadzwonił do mnie papież Franciszek

Tak. Te sytuacje są jak najbardziej nierealne. Gdyby jednak się przytrafiły to nie byłabym tak na maksa i na 100 % zdziwiona. A wiecie czemu? Bo jest taki Gościu, który mnie jeszcze bardziej niesamowicie zaskakuje.
Ale zacznijmy od początku.

W środę zaczynałam pisać matury. Trochę się spinałam, nie ukrywam. Chociaż prawdę mówiąc to właśnie parę miesięcy temu stresowałam się bardziej. W piątek (29.04) miałam uroczyste zakończenie roku, a dzień wcześniej byłam na Pielgrzymce maturzystów na Jasnej Górze.

Jak wstałam w tamten czwartek o 4.40 to już wiedziałam, że to nie będzie mój dzień. Nie i już. Chciałam zostać w ciepłym łóżku pod super miziastą polarową kołdrą. Pierwsze o czym pomyślałam to to, że powinnam siedzieć w domu i wkuwać słówka z angielskiego, a nie jeździć po Polsce. Na to wszystko przykolegował się do mnie nieproszony stres - wiecie, to ta psychoza matura. Dodatkowo zapowiedzieli brzydką pogodę... No cóż. Nie zawsze może być super w dechę.

Znając swoje jakże wybitne umiejętności radzenia sobie ze stresem to już dawno powinnam mieć gacie pełne przed maturą. A tu co? Jakoś za bardzo się nie spinałam. Jasne, że zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji, ale już przestałam patrzeć na nią jak na główny cel życia. I takie podejście u mnie bardzo mi odpowiada. Lekki stresik, ale wszystko pod kontrolą.

Myślę, że wiara nauczyła mnie tego spokoju i opanowania (dobra, czasem nie udaje mi się utrzymać emocji na wodzy, ale nikt nie jest doskonały). Mam takie fajne poczucie, że skoro Bóg zawsze jest blisko to nic strasznego się nie stanie. I z tą świadomością bardzo przyjemnie mi się drepta po świecie. To mnie właśnie w Bogu zaskakuje. Że pomaga mi radzić sobie ze wszystkimi przeciwnościami i wyzwaniami.


A tak wracając jeszcze do Pielgrzymki na Jasną Górę. To było takie mistrzowskie uczucie jak stałam ze znajomymi pod obrazem Matki Boskiej i tak jej mówiłam, żeby mi pomogła w tym trudnym czasie to ten cały stres minął. Tego uczucia się nie da opisać słowami. Jakieś absolutne mistrzostwo.

Wgl tamten czwartek to był dobry dzień. Byliśmy jeszcze w Leśniowie, gdzie młody chłopak z nowicjatu u Paulinów mówił o Bogu i o swoim powołaniu m.in. o tym jak to jest wybrać taką drogę życia i radzić sobie ze świadomością, że nie będzie się miało dziewczyny ani żony. Bardzo to wszystko było fajne, co powiedział. Tak szczerze i bez zbędnego upiększania. O wiele bardziej lubię takie gadanie niż zanudzanie o jakiś historycznych faktach powstania zakonu.

Wróciłam jeszcze z najlepszymi krówkami z Leśniowa. Niebo w gębie po prostu. :)



A na papierkach możecie znaleźć świetne cytaty. Krówkowe mądrości będą pojawiać się na fejsbukowej stronie, więc zapraszam do lajkowania :)


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Korzystając jeszcze z okazji, zapraszam do zapisania się (po prawej stronie) na NEWSLETTER - dodatkowe wiadomości email. Gwarantuję, że nie będziesz żałować.Wiadomości będą motywujące,inspirujące,zabawne i pisane specjalnie dla Ciebie. Pojawią się w nich tajne teksty, których nie będę publikować na blogu.

Dobrej niedzieli!



6 komentarzy:

  1. Kolejny świetny post. Tak, znowu nie mam pojęcia jak skomentować... Ale po prostu wiedz, że czytam z zainteresowaniem każdy twój post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zostawiasz jakiś ślad po sobie na moim blogu. Dzięki! :)

      Usuń
  2. Wiara czyni cuda z człowiekiem. Myślę, że przez to stres maturalny nie był dla mnie, aż taki straszny

    P.S. Jak dla mnie póki co matury były wyjątkowo proste ;)

    Pozdrawiam
    http://ladonnamodernaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie polski podstawowy najłatwiejszy ;)

      Usuń
    2. To prawda, polski również był zaskakująco prosty. Śmieję się, że wymodliłam sobie Dziady ^^

      Usuń
  3. Hmm, czyżby moje wkurzenie na matury wynikało z tego, że nie pojechałam na pielgrzymkę? Niestety nie mogłam, tego samego dnia pisałam w Warszawie finał olimpiady... I do tej pory żałuje, chociaż wiem, że wybiorę się do Częstochowy, i to na własnych nogach, bo tak najbardziej mi pasuje. ale przed maturami... To taka tradycja. To takie oczywiste. A znajomi opowiadali mi, że takie fajne rzeczy się działy :C
    Jak teraz nie zdam angola ze stresu to będę niepocieszona, oby nie....

    OdpowiedzUsuń

*PROSZĘ O NIEZOSTAWIANIE LINKÓW DO SWOICH BLOGÓW. *KOMENTARZE TYPU ,,ŚWIETNY POST" PROSZĘ SOBIE DAROWAĆ
Jestem radosnym człowieczkiem, ale będę jeszcze bardziej szczęśliwa, jeśli zostawisz tu po sobie ślad. Chciałabym tworzyć blog razem z Tobą, więc zapraszam Cię do komentowania :)