25 czerwca 2016

5 rozkmin o lekcjach religii w szkołach.


W tym roku skończyłam liceum, a co za tym idzie również szkolne katechezy. W ciągu mojej dwunastoletniej edukacji ,,przewinęło" się przez nią ośmiu katechetów (bywało tak, że co roku uczył mnie ktoś inny). Tutaj muszę Ci się przyznać, że lekcje religii nie wniosły do mojego życia nic wielkiego. Tego samego zdania są chyba inni młodzi, bo zauważyłam, że mnóstwo osób rezygnuje z chodzenia na katechezy. Dzisiaj spróbuję znaleźć tego przyczyny.
1.  Pozwól, że będę bezpośrednia i szczera. Uważam, że szkolne lekcje religii są zwyczajnie nudne. Po dwudziestu minutach można było na nich usnąć. Uczniów trzeba zainteresować Kościołem, bo może być to jedyne miejsce, w którym przybliżą się do Boga. Jeżeli czyjaś wiara jest krucha to wiadomo, że jeśli ma wybrać pójście na nudną religię albo spotkanie ze znajomymi to wybierze tę drugą opcję.

Sama pamiętam, że jak byłam w gimnazjum to katechetka na każdej lekcji czytała nam fragment książki pt. ,,Oskar i Pani Róża". Zapamiętałam to jako fajne urozmaicenie. Takie 5-cio minutowe czytanie dało więcej niż 40-to minutowe paplanie o niczym. O! A w liceum słuchaliśmy konferencji o relacjach damsko-męskich  pastora Marka Gungora. Polecam!

2.  Nie ma nic gorszego niż tematu tabu na religii. Niektórzy katecheci omijają pewne kwestie, bo uważają, że albo nie warto ich poruszać albo wstydzą się o nich gadać. Pewnie wiesz, że młodych trapią i ciekawią miliardy rzeczy. Począwszy od aborcji, antykoncepcji, szatańskiego Hello Kitty po stosunek przerywany czy eutanazję. I jeśli klasa jest na tyle otwarta, że ma ochotę gadać o seksie to trzeba o tym seksie gadać. Nie wmawiać im, że to wstyd, grzech, rozpusta i wieczne potępienie. Katecheta powinien rozmawiać o wszystkim i odpowiadać na trudne lub kłopotliwe pytania.

3.  Pozwolę sobie wspomnieć tutaj o księdzu Janie Kaczkowskim. W książce ,,Szału nie ma, jest rak" (o której wkrótce na blogu) pisał o tym, że miał swój autorski program religii. Zafascynowało mnie to, że uwzględniał potrzeby uczniów i rozmawiał z nimi o tym, co ich trapiło.

Tutaj powiem o tym, że brakuje szalonych katechetów. Dobrze przeczytałeś. Szalonych. Uważam, że Kościół potrzebuje takich Bożych zakręconych ludzi, którzy przyciągną młodych do Boga. Z tego, co obserwuję to brakuje takich katechetów. Sorry, ale czasem można trafić na jakieś nawiedzone panie, które wbiją Ci do głowy, że: grzechem jest praktycznie wszystko, niewierzący są fuuuu, geje są niebezpieczni, transwestyci to jakieś niespodziewane dziwadła, seks to rozpusta, a za nieczyste myśli trafisz do piekła. Wpisz sobie w google ,,czego uczy się na religii" to będziesz wiedział/a o czym mówię.

4.  Włażenie z buciorami w cudze życie to też duży problem. Nigdy nie zaakceptowałabym wbijania mi do głowy innych poglądów niż moje. Nie jestem osobą, która dałaby sobie zrobić wodę z mózgu. Nie pozwoliłabym na to, żeby jakiś katecheta zmienił mój punkt widzenia albo wmawiał mi pewne rzeczy, bo on jest święty nieomylny i już. Wkurzyłabym gdyby ktoś na mnie grzmiał i mówił, co mam robić, a czego nie, kogo lubić, a kim się brzydzić. Sorry, ale niektórzy katecheci też czasem potrafią mówić o innych ludziach bez szacunku, jeśli ci nie żyją według Bożych przykazań.

5.  A teraz jak dla mnie najgorsza sprawa, czyli brak życiowych rzeczy na katechezach. Przez większość czasu wbija się do głowy jakieś suche informacje o prorokach, rodzajach sumienia, Duchu Świętym, sakramentach. I to często niezrozumiałym językiem. Masz w zeszytach jakieś regułki, które i tak Ci nic nie mówią. Na co to wszystko? Nie wiem.

Patrząc na to, że spora część młodzieży jest serio zbuntowana na Boga i Kościół to nie widzę sensu zasypywania ich jakimiś wyjechanymi (dla nich) w kosmos informacjami . Będąc w gimnazjum, gdzie daleko było mi od Boga, chciałam słuchać o wierze, życiu i o tym, co mnie bezpośrednio dotyczy, a nie o historiach ze Starego Testamentu. Wiadomo, że wiedza teoretyczna też jest potrzebna, ale powinna zostać nieco okrojona lub przekazywana w bardziej przystępny sposób.

A Ty jakie masz spostrzeżenia, jeśli chodzi o lekcje religii?

PS. Czasem mam ochotę zostać katechetką i prowadzić lekcje religii tak, żeby zarażać młodych miłością do Boga.



22 komentarze:

  1. Odnośnie punktu drugiego, czasami również nie mają o pewnych rzeczach pojęcia :D Ogólnie powiem Ci, że w życiu również miałem wielu katechetów. Ale porządnych to miałem jedynie w liceum (niektórych, rzecz jasna) - księży z doktoratami, którzy mieli pojęcie o tym, o czym mówią. A dzieciństwie też byłem zbuntowany. Nigdy nie brałem niczego na wiarę. W domu ani w szkole niczego nie tłumaczyli, tylko kazali wierzyć, bo tak. Z racji tego, szybko odszedłem od kościoła (oczywiście nie jawnie, bo zostałbym ukamienowany). Przechodziłem różne etapy: od ateizmu, przez rodzimowierstwo aż do buddyzmu, ale w liceum natrafiłem właśnie na owych księży z doktoratami. Po ich lekcjach stwierdziłem, że idea chrześcijaństwa ogólnie jest spoko, ale Kościoła już nie. W wyniku czego opracowałem sobie własne zasady i sam siebie humorystycznie nazywam "protestantem" :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie lekcje religii nie mają sensu, bo nic i tak do życia nie wnoszą. Uczniowie na tych lekcjach są znudzeni. Najgorsze jest to jak niektórzy katecheci zmuszają uczniów do chodzenia do kościoła.
    http://oczamiwyoobrazni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. W gimnazjum miałam świetnego katechetę, który potrafił zaciekawić ucznia, porozmawiać z nim, postępować zupełnie nieszablonowo. Zamiast wstawiać uwagi wolał powiedzieć nam, wolał wytłumaczyć nam, dlaczego postępujemy źle, co czuje drugi człowiek itd.
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  4. Niektórzy uważają, że to wszystko zależy od katechetów, po części się z tym zgadzam. W podstawówce miałam dość.. surową panią katechetkę, jednak już w gimnazjum trafił się ksiądz, który lekcję religii traktował jako lajtową lekcję i tak też było.
    Wszystkie poglądy na religię, wiara wszystko to zależy od samego człowieka.
    MÓJ BLOG - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobnie jak u Ciebie, lekcje religii nie wniosły za wiele do mojego życia, prócz jednego roku w 1 klasie liceum, kiedy to poszłam na religię do innego księdza, do innej szkoły, bo akurat była taka możliwość i to było najlepsze co mogłam zrobić! Każdego potrafił zaciekawić temat, omawiając fragmenty z Biblii pokazywał je z zupełnie innej perspektywy, otwierał nam oczy za zobaczenie, czegoś innego, znalezienie jakiegoś może i ukrytego sensu. To było na prawdę cudowne móc odkrywać Biblie zupełnie inaczej. Niestety w kolejnych latach nie mogłam już chodzić do tego księdza na religię, ale zaczęłam chodzić na spotkania młodzieży przy parafii, również było to dla mnie coś nowego, ale nie zastąpiło to lekcji religii

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszę, bo właśnie skończyłam 2kl. liceum i ten rok pod względem religii był dla mnie bardzo trudny. Otóż nie dość, że pochodzę z katolickiej rodziny, to sama jestem bardzo wierząca. W gimnazjum przeszłam kurs Alfa, udzielałam się jako animatorka w różnych grupach itp. I poszłam do liceum. I co? I miałam wrażenie że trafiłam do przedszkola! Pierwszą klasę jakoś zniosłam! Ale w drugiej klasie już oprócz tego, że lekcje były mega nudne, ksiadz wiedział że jest nudny, ale mimo tego upominał każdego, kto siedział na telefonie (szczerze, to na jego miejscu wolałabym takiego ucznia, który nie przeszkadza, bo siedzi na telefonie, niz gadajacego ucznia no nie?) Opowiadał herezje typu: człowiek który uprawia seks przed ślubem lub jest homoseksualistą jest potępiony przez Boga i Bóg go nienawidzi. Dyktował rózne notatki do zeszytu, później oddawaliśmy mu zeszyty i mój kolega znalazł jego notatkę przy swojej o treści: co to za bzdury?!. Serio? Nie dośc, że to dyktował to jeszcze teraz sie dziwi. Brak słów. Prosiłam rodziców, żeby mnie wypisali, bo po prostu sie wkurzam na niego, żadna dyskusja z nim nie przynosi efektów, mysli ze jest najmadrzejszy, a ja swoje do powiedzenia mam a poza tym religie były na ostatnich lekcjach. Przez tego księdza zaczynałam być wściekła na Kościół i moją religie. Ale starałam się nie poddawac, bo w mojej miejscowości jest o wiele lepszy zakon Franciszkanów, którzy mają lepiej poukładane w głowach i herezji nie głosza. Po prostu jestem w szoku, że KSIĄDZ potrafi tak zniechęcić młodego człowieka do wiary. I nie dziwię się czasem, że ludzi przestają wierzyć. Gdybym od urodzenia trafiala na takich idiotów to też bym pewnie już dawno do Kościoła nie chodziła i nie wierzyła. A tak przynajmniej słucham go z politowaniem...

    OdpowiedzUsuń
  7. Religia w podstawówce była świetna, słuchaliśmy i śpiewaliśmy pieśni, oglądaliśmy filmy i czytaliśmy fajne historyjki. W gimnazjum zaczęła się 'masakra'. Przez chyba 3 miesiące wałkowaliśmy mapę miast, w których był Jezus. Co do punktu czwartego, temat aborcji i homoseksualistów - Katechetka chciała nam wbić do głowy jakie to złe oraz jak bardzo brzydzi się takimi osobami. Cóż - takie zachowania zniechęciły chyba połowę klasy do rezygnacji z tej lekcji :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W gimnazjum miałam najlepszego katechetę na świecie, potrafił prowadzić dyskusję, a tematy tabu były poruszane na każdej lekcji. Po 3 latach, konieczna była zmiana szkoły. Co za tym idzie - nauczyciela religii. Trafiłam na księdza z krwi i kości. Hello Kitty jest złe - bo tak. Aborcja jest zła - bo tak. Zero dyskusji, wyprowadzania z błędu i podawania sensownych argumentów dlaczego dana rzecz jest niezgodna z naukami Kościoła.
    Jednym słowem porażka. Do tego stopnia, że jak było mi do Kościoła bliżej niż dalej - teraz jest na odwrót i rozważam wypisanie się z religii od września.
    Niestety wydaję mi się, że sposób prowadzenia lekcji zależy od tego czy nauczycielem jest osoba świecka czy ksiądz. Mówiąc szczerze, ani razu nie trafiłam na księdza z neutralnym spojrzeniem na świat.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dopiero idę do liceum, właśnie skończyłam gimnazjum i miałam świetnego katachetę więc nie było mowy o nudzie. Teraz mam mieć również bardzo fajnego księdza więc no zobaczymy jak to będzie. Jestem wierzącą osobą, więc wiadomo, że do religii podchodzę poważnie, ale w tym roku było dosyć trudno. Mówienie od podstawówki o tym samym staje sie już uciążliwe. I myślę również, że warto podejmować tematy aborcji, seksu czy homoseksualistów, ale z umiarem. Tzn przekonywanie i przekabacanie na swoją stronę, że to złe, okropne o w ogóle szatan to już przesada, bo wiadomo, że każdy ma swoje zdanie i powinno się mieć do tego zdania szacunek, a nie jak było właśnie u mnie, że tego słowa wypowiedzieć nie można było. Lecz wracając myśle, że najważniejsze jest zaciekawienie ucznia. Wiadomo, że nie każdy chce siedzieć jak np na matematyce. Opowiedzienie czasem żartu czy obejrzenie filmu na pewno nikogo nie skrzywdzi ;) Zawsze lubiłam słyszeć historię "na faktach" ktore same w sobie pokazywały czym jest religia i że Bóg naprawdę istnieje.

    Buziaki, xx
    Zyciedlapasji.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie lekcje religii są ,,wreszcie ciekawe'', kiedy wreszcie nasza katechatka wróciła.
    Pozdrawiam!
    zubrzycanka.blospot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana , jakbyś była katechetką, to chętnie chodziłabym na lekcje religii ,ha! Przez dwa lata gimnazjum miałam najwspanialszą katechetkę na świecie ,była bezpośrednia, aczkolwiek czasami troszkę zbyt śmiała,jednakże uwielbiałam ją,lekcje nie były nudne ,a kobieta potrafiła zachęcić uczniów do przychodzenia na lekcje. Najbardziej będę pamiętać lekcję o św. Franciszku z Asyżu. W ostatniej klasie gimnazjum zaczął uczyć nas ksiądz..."Uczyć" to za wiele powiedziane, dyktował notatki z podręcznika przez całą godzinę od czasu do czasu,a poza tym mieliśmy każdą wolną lekcję,ksiądz czasami coś opowiadał ...bardzo czasami i był bardzo arogancki w stosunku do nas. Przestałam chodzić do niego na lekcje i nie poszłam z nim do bierzmowania. Teraz idę do trzeciej klasy technikum i nigdy więcej nie pokażę się na religii ,wypisałam się z niej.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie - kikawww.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja koleżanka własnie spełnia to, co napisałaś na końcu posta, i idzie na studia teologiczne :D Za kilka lat będzie więc chociaż jedna zdrowo zakręcona, szalona katechetka z bogatą przeszłością, bo dziewczyna zdążyła nieźle narozrabiać w życiu.
    Z katechetami mam problem, bo za dużo znam ich osobiście. I widzę, jak katechetka która w życiu jest wspaniała osobą, całkiem nie ogarnia tematu na lekcji. Ba, ona wręcz nudzi się lekcją którą prowadzi, do tego jest zmęczona walkami z apodyktycznym księdzem i nie ma już siły na nauczanie dzieciaków. Religia zawsze była zaniedbywana - nie oszukujmy się, to też wina uczniów. Gdyby w klasie chociaż na sekundę zapanował spokój, może katecheta ośmieliłby się powiedzieć coś ciekawszego. Ale wobec stada baranów w ławkach próbuje tylko pozostać przy życiu.
    Poglądów mi nikt żadnych na religii nie wpajał, bo masz całkowitą rację, ze przez większość czasu unikano wszelkich kontrowersyjnych tematów. Nawet w liceum. Miałam wrażenie, że katechetka się nas boi. Nie miałam sumienia zadawać jej pytań, mam wrażenie, że moje wątpliwości po prostu by ja przygniotły.
    Na szczęście mam tez przykład z drugiej strony barykady, pokazujący, ze życie bywa złośliwe. Po dwóch latach męczenia się na religii większość osób z niej zrezygnowało. Zostało nas 10... i trafiliśmy na najlepszego katechetę jakiego można spotkać. Młody, żywiołowy człowiek, ten typ, który po prostu ma coś w sobie. Każdy temat z nim był ciekawy, omówiliśmy masę spraw związanych z małżeństwem, rozwodami, seksem i podobnymi tematami. Nie bał się żadnych kontrowersji tylko logicznie udowadniał nam, co trzeba. Przy okazji lekcje były mega zabawne. Może była to też zaleta tak małej liczby osób w klasie - gość mógł spokojnie mówić, wszyscy siedzieli cicho, każdy mógł zabrać głos w dyskusji. jedna dziewczyna chyba się nawet w gościu zabujała (ale to zły pomysł, bo był on księdzem). Z tego co wiem, w swojej parafii tez pracuje z młodzieżą. Dzięki tak optymistycznemu akcentowi nie potrafię sarkać na religię - bywa źle, ale można trafić genialnie i warto było czekać tyle lat.
    aczkolwiek zamiast religii bardziej polecam wspólnoty młodzieżowe i oazy, bo własnie takowa zrobiła ze mnie człowieka. A tego żadna lekcja ci nie da.

    OdpowiedzUsuń
  13. U nas lekcje religii do tej pory były świetne. Nasz ksiądz jest super! Ciekawie gada, dużo też od siebie☺

    OdpowiedzUsuń
  14. U nas lekcje religii do tej pory były świetne. Nasz ksiądz jest super! Ciekawie gada, dużo też od siebie☺

    OdpowiedzUsuń
  15. Jest jeden argument który przeważa wszystko i powinien wystarczyć. Religia to nie jest nauka. A szkoła jest miejscem gdzie zgłębia się tematy naukowe.

    OdpowiedzUsuń
  16. prawdę mówiąc nie lubię religii, mój nauczyciel za bardzo się wczuwa, często nas beszta. ktoś sie zaśmieje- i jesteśmy gnidami, idziemy do piekła itd. a ktoś się tylko zasmiał...

    OdpowiedzUsuń
  17. Niestety ale taka prawda z tą religią w szkole... a nawet i poza nią...
    Swego czasu uczył mnie bardzo spoko ksiądz, nie dość że był bardzo otwarty na młodzież i jej problemy to jeszcze lekcje prowadził w bardzo ciekawy sposób. Otóż prawie na każdej lekcji oglądaliśmy jakieś życiowe filmiki lub bajki na yt po czym ksiądz na tej podstawie wyciągał życiowe wnioski a przy tym odwoływał się do wiary i Boga... nie raz wychodziliśmy bardzo poruszeni lub ze łzami w oczach... ale takich wspaniałych księży czy to katechetów jest niewielu... niestety...
    Brakuje takich właśnie Bożych wariatów :) Przecież człowiek wierzący to człowiek szczęśliwy, więc dlaczego tej radości u nas nie ma? dlaczego uczą nas jakichś suchych faktów do niczego niepotrzebnych zamiast uczyć jak żyć z Bogiem i w Jego radości? Nie rozumiem dlaczego część duchownych i katechetów tak sztywno trzyma się programu edukacyjnego czy jakichś nudnych schematów nawet w kościele... o ileż byłoby więcej ludzi w kościele, o ile umocniłaby się wiara wielu osób, ile osób by się nawróciło gdyby tylko Kościół do nich wyszedł... z czymś pozytywnym... żywym... radosnym... jejka jak ja bym chciała by podczas mszy ludzie śpiewali, klaskali, tańczyli, śmiali się, a nie tylko odsiedzieli swoje i wyszli...
    Pozostaje nam się tylko modlić za ten Kościół do którego też należymy i próbować działać :) Z Bożą pomocą wszystko jest możliwe :)
    Pozdrawiam serdecznie :)
    http://lifebyyolo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja nie wiem czy nie wypiszę się z religii. Mam inne zdanie na temat aborcji i InVitro i rozpierdala mnie myślenie, że naprotechnologia to alternatywa dla IV. Otóż nie! Bo napro jest dla osób płodnych, a IV również dla niepłodnych.
    Mój blog
    Kanał na YT

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie uczyło 7 katechetów. Lekcje religi różniły się. W klasach 0-1 i 3 podstawówki miałam miłą panią, która opowiadała nam wydarzenia biblijne jakby to była długa bajka. Siadaliśmy na podłodze na około niej i jej uważnie słuchaliśmy. Kolejne lata to różne definicje i nudne fakty przeplatane czasami filmamy. W liceum ksiądz zawsze się pytał o czym chcemy porozmawiać. Nie istniało dla niego coś takiego jak tabu. Kiedy nie potrafił nam udzieli wyczerpującej odpowiedzi na następne zajęcia przynosił film o tej tematyce. Ksiądz z liceum rozumiał, że możemy mieć inne zdanie np. wdprawie in vitro czy aborcji, ale ksiądz z gimnazjum, to narzucał nam swoją wolę. Prowadził nudne lekcje i raz złapał chłopaka jak czytał Harrego Pottera i wywalił go. Później po interwencji rodziców odkupił mu Biblię.
    Nowy rok szkolny, nowa lotetria.
    U mnie nie było nigdy możliwości wypisania się z religi.
    http://modaialex.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Masz dużo racji w tym co piszesz, katecheci nie potrafią zarażać miłością do Boga a powinni to robić, powinni swoim życiem dawać przykład, lecz niestety nie wielu takich nauczycieli jest.

    OdpowiedzUsuń
  21. Zgadzam się z chłopakiem wyżej :) a ten post bardzo mi się spodobał :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Masz rację. Zgadzam się z Tobą w zupełności. Nie ma nic gorszego, niż nieumiejętne ukazywanie młodym Boga. Trzeba ich zainteresować, by się otwarli. Resztę zrobi Bóg.

    OdpowiedzUsuń

*PROSZĘ O NIEZOSTAWIANIE LINKÓW DO SWOICH BLOGÓW. *KOMENTARZE TYPU ,,ŚWIETNY POST" PROSZĘ SOBIE DAROWAĆ
Jestem radosnym człowieczkiem, ale będę jeszcze bardziej szczęśliwa, jeśli zostawisz tu po sobie ślad. Chciałabym tworzyć blog razem z Tobą, więc zapraszam Cię do komentowania :)