22 lipca 2016

,,Zanim się pojawiłeś", czyli hipsterska śmieszka, sparaliżowany pasjonat życia i trzmielowe rajstopki.


Dzisiaj o pewnym filmie, który widziałam już miesiąc temu. Napisałabym o nim wcześniej, gdyby nie to, że właśnie 30 dni zajęło mi zebranie myśli. Chciałam Ci przedstawić damsko-męską wersję ,,Nietykalnych". Film, który jest na moim szczycie melodramatów. Myślę, że historia w nim przedstawiona nie stanowi banalnej opowiastki o tym jak to jedna strona, czyt. dziewczyna z dobrego domu, ku własnemu zdziwieniu znajduje miłość życia w jakimś chłopcu o rebelskim usposobieniu. No i koniecznie jeszcze rak w tle. Jak na mój gust ,,Zanim się pojawiłeś" w reżyserii Thea Sharrocka jest bardziej dopracowana, intrygująca i zagadkowa. Większość melodramatów idzie przewidzieć, a jednak w tym przypadku do końca człowiek nie wiedział jak się wszystko skończy. Do ostatniej minuty miało się wrażenie, że jednak nastąpi niespodziewany zwrot akcji.
Teraz czas, aby wprowadzić Cię w historię. Otóż w niewielkim, lecz uroczym miasteczku mieszka wesoła 26-latka Lou Clark. Pracuje ona w kawiarni i jednocześnie wspiera finansowo rodzinę. Można powiedzieć, że po części jej życie jest monotonne. Wszystko kręci się wokół pracy, rodziny i jej chłopaka.
W sumie to od pierwszych chwil główna bohaterka wzbudziła we mnie niebywałą sympatię. Chyba wielu z nas lubi takie przyjacielskie, pogodne i pomocne osoby. Dodatkowo uśmiech Lou jest fenomenalny. A! I jeszcze mam taką jedną myśl. Zawsze mi się wydawało, że to ja mam oryginalny gust i styl, ale okazało się, że filmowa bohaterka bije mnie na głowę. Te jej stylizacje np. z trzmielowymi rajtkami były nieziemsko dziwne, ale i tak mi się podobały. Hipsterstwa nigdy nie za wiele.

Równolegle, a tak na prawdę to wcześniej, poznajemy historię Willa Traynora - młodego, przystojnego bankiera. Pewien wypadek przewala jego życie do góry nogami i czyni go sparaliżowanym. Od czasu tragicznego zdarzenia mężczyzna mieszka z rodzicami. Jego dotychczasowe aktywne, przepełnione sukcesami życie staje się życiem pozbawionym jakiegokolwiek sensu. Willa już nic nie bawi. W sumie to trudno się dziwić. Gdybym mogła ruszać tylko głową i szyją to też bym się załamała. Pokonałby mnie fakt, że ktoś musi mi podcierać tyłek i mnie myć.

Jak wszyscy dobrze wiemy - życie lubi zbiegi okoliczności. Kiedy Lou traci pracę, okazuje się, że rodzice Willa szukają dla niego opiekuna. Sam już się pewnie domyśliłeś, że tę posadę otrzymuje nasza kochana bohaterka.

Początki jej znajomości z Traynorem były gorzej niż koszmarne. O! Rozmowa kwalifikacyjna przeprowadzana przez mamę sparaliżowanego bankiera była serio śmieszna. Znaczy bekowa była tam Lou i jej niezdarne wpadki. A tak wracając do tego, co mówiłam to chciałam dodać, że główna bohaterka nie wiedziała najpierw jak się z Willem obchodzić, jak z nim rozmawiać i czy w ogóle rozmawiać. Sam bankier również jej tego nie ułatwiał, bo miał ją w dupie, a może nawet gdzieś głębiej.

Nie chcę Ci zdradzać zbyt dużo. Powiem jeszcze tylko tyle, że gdy pierwsze, drugie, piąte, trzydzieste lody zostaną przełamane, Lou wpadnie na pewien genialny pomysł, w którym upatruje ostatniej, zbawiennej szansy dla Willa. I kropka.

Tak jeszcze jeśli chodzi o przeżycia to oczywiście ryczałam jakoś od połowy filmu. Chociaż było też sporo momentów, gdzie płakałam ze śmiechu. Można powiedzieć, że to było takie przełamanie dramatycznego nastroju - taka słodko gorzka przeplatanka.

Podoba mi się to, że została zwrócona uwaga na problem, z którym borykają się osoby sparaliżowane i ich rodziny. Ci pierwsi często pragną tylko śmierci, a ci drudzy robią wszystko, aby ich przy życiu utrzymać. Jakoś ten film dobitnie mi pokazał, co ekstremalne sytuacje robią z człowieka i jak go zmieniają.

W ogóle zafascynowała mnie postać Lou. Zazdroszczę jej optymizmu nawet w najtrudniejszych  sytuacjach. Niewiele osób byłoby zdolnych do poświęceń dla dobra drugiego. No i jeszcze ten jej fenomenalny dar uszczęśliwiania innych. Myślę, że umiejętność dostrzegania cudzego bólu i cierpienia to ważna lekcja, którą możemy wynieść z tej ekranizacji.

Jeśli chodzi o zakończenie ,,Zanim się pojawiłeś" to można powiedzieć, że jest odrobinkę kontrowersyjne. Ile widzów tyle będzie opinii na ten temat. Kiedy wyszłam z kina to najpierw wzięła mnie straszna złość, a później takie ogromne poczucie bezsilności i żalu...

PS. Żeby jeszcze dopełnić to, co tu napisałam, dorzucam zwiastun filmu.

ZWIASTUN Z YOUTUBA - KONTO ,,FORUMFILMPOLAND"

5 komentarzy:

  1. Kurcze, nie ruszyłabym tego kijem ze względu na okładkę zapowiadającą wszystko co najgorsze. Ale kiedy wspomniałaś o stylu głównej bohaterki wyszukałam ją w google i na szczęście nie jest takim idealnym, wypacykowanym plastikiem jak na okładce. Rzeczywiście jest mega oryginalna i bardzo fajne ,,zrobiona". Co nie zmienia faktu, że nie oglądam takich filmów - niestety, jestem zbyt empatyczna. Jeżeli normalny człowiek płacze przy jakimś filmie, to ja nawet nie próbuję go oglądać. Ale za charakterystyczną postać kobiecą ma plusa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na samym początku chcę przeczytać książkę, a dopiero potem może obejrzeć film. Tylko, że do jednego, ani drugiego nie mogę się przekonać, bo mam wrażenie, że gdzieś to już słyszałam, ale pod innym tytułem i zagrane przez innych aktorów. Ale w końcu do tego usiądę i wystawię opinię gdy to zobacze, bo może jest inaczej niż myślę. A i szkoda, że nie zdradziłaś zakończenia :(
    Pozdrawiam,
    sajecka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba już słyszałam o tym filmie i miałam w planie go obejrzeć a teraz utwierdziłaś mnie w tym bardziej. Zaintrygowałaś mnie dość mocno szczególnie tym zakończeniem. Muszę koniecznie zobaczyć:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już od jakiegoś czasu namawiam męża abyśmy obejrzeli ten film, ale zawsze jakoś nie ma czasu aby się zorganizować. Po twoim wpisie, koniecznie muszę go zobaczyć. Pozdrawiam zapraszam do nas https://siostrydajarade.blogspot.com/2016/08/gregor-i-tajemne-znaki-suzanne-collins.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczęłam od oglądania filmu - urwałam go w połowie, bo wyskakiwał błąd na piracie w internecie. Oczywiście niepocieszona od razu poleciałam do biblioteki po książkę, która już na mnie tam czekała i krzyczała, żeby ją wziąć. Tak zrobiłam i skończyłam ją w dwa dni. Rycząc podczas czytania i długo długo po. Tak fenomenalnej historii dawno nie spotkałam, ale mam nadzieję na jeszcze kolejne, które gdzieś tam się wyrywają do mnie, ale ich nie zauważam. Kiedyś zauważę je wszystkie (prawie jak Pokemony) :D
    Zapraszam do siebie: http://agusophy.blogspot.nl/ :)

    OdpowiedzUsuń

*PROSZĘ O NIEZOSTAWIANIE LINKÓW DO SWOICH BLOGÓW. *KOMENTARZE TYPU ,,ŚWIETNY POST" PROSZĘ SOBIE DAROWAĆ
Jestem radosnym człowieczkiem, ale będę jeszcze bardziej szczęśliwa, jeśli zostawisz tu po sobie ślad. Chciałabym tworzyć blog razem z Tobą, więc zapraszam Cię do komentowania :)