25 września 2016

CZY WEGETARIANIN MOŻE MIEĆ OCHOTĘ NA MIĘSO?


Chyba w życiu każdego wegetarianina przychodzi taka chwila, gdy ktoś macha mu przed nosem (mega intensywnie pachnącym) kabanosem i pyta się go czy nie żal mu tej mięsnej rozkoszy w ustach. Nawet nie jestem w stanie zliczyć ileż to razy wymachiwano mi przed oczami jakimiś kąskami dla mięsożerców jednocześnie obserwując czy Madzia się skusi czy nie. Dlatego dziś opowiadam (tylko i wyłącznie) na własnym przykładzie jak to jest z tymi roślinożercami. 

Ze schabowymi pożegnałam się bodajże w drugiej klasie gimnazjum. Z ręką na sercu powiem Ci, że od tamtego czasu już nigdy nie miałam mięcha w ustach i jakoś nad tym nie ubolewam. Od dziecka jadłam mięso bardzo sporadycznie. Na przykład od małego nienawidziłam szynki. Choćbyście mi zapłacili trzy stówy to wędliny nawet ręką nie ruszę, nie ma opcji. Wychodzi teraz na to, że przejście na wegetarianizm nie było dla mojego organizmu jakimś szokiem i nie wiązało się z wieloma wyrzeczeniami.

Od razu mówię, że mięso mi smakuje, a raczej smakowało. To nie było tak, że nagle stwierdziłam, że kotlety są fuuj i przestanę je jeść ze względów smakowych. Niektóre mięsne potrawy bardzo lubiłam, ale doszłam do wniosku, że jest to sprzeczne z moimi zasadami i zrezygnowałam z jedzenia zwierząt.

Z czystym sumieniem mówię, że przez te ponad 4 lata kilka razy pociekła mi ślinka, gdy mama piekła kurczaka. Myślę, że jest to całkowicie normalne. Pewnie wielu wegetarian czasem ma ochotę podciągnąć jakieś soczyste, chrupiące udko na obiad. Jednak nauczyłam się z tymi chwilowymi pokusami walczyć. Przecież nie jest to zachcianka tak silna, że wgryzam się zębami w ścianę i ryczę.

Uważam, że jak już sobie coś postanowiłam to będę się tego trzymać do końca życia. Nie jestem jakimś słabeuszem, który wymięka, gdy zobaczy, że gościu, który siedzi obok niego w McDonaldzie wpiernicza hamburgera. Jasne, gdy jestem ze znajomymi na mieście, to czasem mam ochotę zjeść z nimi nuggetsy, ale wtedy sobie przypominam jakie męczarnie musiały przejść te zwierzęta zanim trafiły na talerz.

Więc jeśli zastanawiasz się, czy przejść na wegetarianizm to ja Ci mówię, że dasz radę. Każda (dosłownie każda) pokusa jest do pokonania. Wiadomo, że jeśli codziennie podsuwałeś boczuś czy karkówkę to będzie Ci trochę trudniej, ale wegetariańskie papu na prawdę jest miodzio. Czasem, pewnie tak jak i mi, przyjdzie Ci ochota na mięcho, ale spokojnie można ją przetrzymać i wyjść z tej próby zwycięsko.




10 komentarzy:

  1. ja powoli chce przejść na weganizm ale na razie ucze się odmawiać. I czasami mi wychodzi a czasami niestety nie

    magdawiglusz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, gratuluję Madzia! :) Ja chyba nie dałabym rady zostać weganką, ale za Ciebie trzymam kciuki i kibicuję.

      Usuń
  2. Moja znajoma jest wegetarianką i czasem właśnie zastanawiam się, czy nie ma takich momentów, kiedy nachodzi ja ochotą na zjedzenie mięsa.
    Kiedyś chciałabym spróbować semi(może pesce)wegetarianizmu, ale to dopiero po osiemnastce, bo teraz spotkałabym się z podejrzeniami o bycie anorektyczką :P
    Pozdrawiam
    Tutti

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już będziesz miała osiemnastkę to dawaj znać jak Ci idzie ze zmianą diety.
      Trzymam kciuki i życzę powodzenia! :)

      Usuń
  3. Jak można wymachiwać ludziom kabanosem przed oczami? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale każda, każda pokusa? Nawet jak mam wrażenie, że jak nie zjem czekolady to mnie poskręca? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja mam inaczej - mnie w tym momencie mięcho śmierdzi. Dziwne uczucie, bo lubiłam jeść mięso przecież, ale wczoraj jak poczułam te wszystkie grillowane rzeczy w Tesco to mnie mega odrzuciło. I autentycznie nie czuję żadnej pokusy, bo po pierwsze - wiem, skąd to się bierze, po drugie - mięso jest ciężkostrawne i ja się zawsze źle po nim czułam. Odstawiając mięso wyleczyłam dolegliwości jelitowe, które miałam od dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dosłownie wczoraj zadałam to samo pytanie koleżance w pracy, ale ona powiedziała, że od świadomej decyzji przejścia na wegetarianizm, czyli od jakiś 5 lat. Tylko raz miała ochotę na mięso, ale nie dała się złamać. Podziwiam samozaparcie :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój narzeczony jakiś czas temu powiedział mi, że w sumie to dziwi się, że nie jestem wegetarianką, bo na punkcie zwierząt i w ogóle istot żywych mam bzika, nie wolno zabić przy mnie nawet ćmy, czy pająka, kiedy widzę je w pokoju, latam za nimi, łapię i wypuszczam. Jednak mięso jem i chociaż chciałabym bardzo, by było inaczej, to jestem od niego wręcz uzależniona. Może kiedyś uda mi się z tym wygrać. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szczerze mówiąc, dla mnie o wiele trudniejsza jest rezygnacja ze słodyczy. O ile w przypadku mięsa często powodem do cieknącej ślinki jest aromat przypraw czy panierki, to w ciasteczkach ich całe 100% jest pyszne. Ciasteczka nie zawierają chrząstek i tłustych fragmentów. Kurde, gdyby rezygnacja z ciasteczek była taka prosta jak rezygnacja z mięsa to wyglądałabym jak Anja Rubik.

    OdpowiedzUsuń

*PROSZĘ O NIEZOSTAWIANIE LINKÓW DO SWOICH BLOGÓW. *KOMENTARZE TYPU ,,ŚWIETNY POST" PROSZĘ SOBIE DAROWAĆ
Jestem radosnym człowieczkiem, ale będę jeszcze bardziej szczęśliwa, jeśli zostawisz tu po sobie ślad. Chciałabym tworzyć blog razem z Tobą, więc zapraszam Cię do komentowania :)