5 stycznia 2017

EWANGELICZNE ROZLICZENIE, CZYLI BÓG, FRAŃCISZKAŃSKA ,,SZKOCJA", MUMINKI I MLECZNY TOAST


Czuję, że to będzie wspaniały rok. Zaczęłam go w najpiękniejszy, jak dla mnie, możliwy sposób. Otóż, moi mili Państwo, w wieku 19 lat spędziłam najwspanialsze, najczadowsze, najbombowsze i przezacne zakończenie starego roku. Ba! I nie mam tu na myśli samych dzikich bansów oraz pląsów na sylwestrowej zabawie. Ewangeliczne Rozliczenie to bowiem kilkudniowe rekolekcje, w czasie których mogliśmy podsumować odchodzący rok i radośnie, mlecznym toastem, przywitać nowy.

A czemuż to znowu na ER było tak wspaniale? Bo całe to dobro działo się na Górze Św. Anny u franciszkanów. A ja uwielbiam wszystko to, co górkowe i franciszkańskie.



Plakat Ewangelicznego Rozliczenia pochodzi ze strony www.swanna.org

JA + TY + MY = KOŚCIÓŁ

To może ja od razu powiem, że ten wyjazd spadł na mnie jak grom z jasnego nieba. Miałam ostatnio taki mały, przejściowy kryzys. Czułam, że gdy tylko człowiek przyzna się do tego, że jest chrześcijaninem to z automatu zaczynają się dyskusje o tym jaki Kościół jest zły. I zaczyna się ta sama stała śpiewka aż do znudzenia. A tu, bo ksiądz pedofil. A tam, bo proboszcz ma w garażu wypasionego merca (i zapewne kupił go z hajsu, który miał być przeznaczony na remont kościelnego dachu). A jeszcze gdzie indziej wikary za bardzo przypiernicza się do cudzego życia, mądrzy się i zawsze ma najwięcej do powiedzenia, gdy chodzi o cudze grzechy. I jeszcze na dodatek ci wszędobylscy, dwulicowi chrześcijanie, którzy w niedzielę chodzą do kościółka, a jak przyjdzie co do czego to nawet bliźniemu w potrzebie nie pomogą.

W czasie tych dyskusji czułam się tak jakby w Kościele, zamiast Boga, dostrzegano same skandale, grzechy, nieporozumienia i afery. Czułam się tak jakby dla większości ludzi Kościół był równoznaczny z chorą instytucją, a nie z Nim, z Jego miłosierdziem i pięknem wiary. Jakby Bóg był jakimś dodatkiem, zupełnie poboczną kwestią.

Przyznam, że czułam się zagubiona. Nie wiedziałam czy mam biernie słuchać tych oskarżeń i nie reagować, czy może iść w zaparte, że Kościół jest pod każdym względem idealny? A może najłatwiej byłoby dla spokoju narzekać z innymi, że ostatnimi czasy narobiło się w nim trochę kwasów? 
Momentami sama zaczęłam wątpić w Kościół. Zastanawiałam się nad własnym miejscem w nim i czy ma ono w ogóle jakiś sens.

Na ten problem nałożyła się jeszcze inna kwestia. Poczułam, że niekiedy przyznawanie się do wiary może wiązać się z pewnego rodzaju nieprzyjemnościami lub uszczypliwościami. Że czasem znajdzie się ktoś, kto wyśmieje wartości, które uznaję za ważne albo najzwyczajniej w świecie będzie mnie trzymał na dystans, bo na bank jestem nawiedzoną katolką. Zaczęłam się zastanawiać czy moje pisanie tutaj o Bogu ma jakiś sens i czy mam na tyle siły, by w czasach, w których tyle osób odchodzi od Kościoła, otwarcie mówić: ,,halo, ja wierzę w Boga".

I tak świadoma własnej słabości, pełna dylematów, znalazłam wskazówkę na Ewangelicznym Rozliczeniu. Otóż górkowi franciszkanie przytoczyli słowa Karla Rahnera, wybitnego teologa XX-wieku. Sami przeczytajcie i powiedzcie czyż ta myśl, w swojej prostocie, nie daje odpowiedzi na rozterki, z którymi boryka się tylu wierzących ludzi?
„Kościół to starsza pani z wieloma zmarszczkami. Ale jest moją matką. A matki się nie uderza”.

To właśnie na tych rekolekcjach pierwszy raz w życiu usłyszałam te słowa. Od tego czasu zyskałam taką wielką siłę, ale też, jakby to powiedzieć, wewnętrzny spokój. Wreszcie znalazłam odpowiedź na to, co tak bardzo mnie nurtowało. Po prostu te trzy zdania rozświetliły mi wszystko. Stały się światełkiem wśród ciemności. Wyznaczyły tor. Nareszcie dostałam drogowskaz, którego będę starała się trzymać.

MUMINKI, CZYLI ZOSTAŁAM PASZCZAKIEM

Teraz muszę napisać o jednym mistrzowskim, genialnym doświadczeniu. To ER nie byłoby tak wspaniałe, gdyby nie wspólnota ,,Muminkowa". W gwoli wyjaśnienia: ,,muminki" to osoby niepełnosprawne intelektualnie, a ,,paszczaki" to grupa młodych ludzi, którzy pragną im pomagać (rzekłabym, że to tacy muminkowi przyjaciele).

Prawdę mówiąc był to mój pierwszy wyjazd z muminami. Miałam pewne obawy, że się nie odnajdę, że nie wzbudzę niczyjej sympatii albo będę w tym wszystkim jakaś mało autentyczna czy sztuczna. Na szczęście żadne z moich przypuszczeń się nie spełniło, a z rekolekcji wróciłam tak mega zadowolona, że mogłabym godzinami o tym opowiadać.

Ludziska kochane. Jestem tak zachwycona, że nawet jak o tym piszę to mam zaciesz na twarzy. Muminki zaraziły mnie taką radością i takim optymizmem, że głowa mała. Przez te kilka dni wywoływali oni uśmiech na mojej twarzy tyle razy, że za 267 przestałam liczyć :) To jest cudowne, że Muminy cieszą się z każdej rozmowy, z każdego człowieka, który stanie na ich drodze. Oni nie patrzą na to czy jesteś rudy, gruby, czy seplenisz czy może nosisz skarpety do sandałów. Oni po prostu polubią cię takiego jakim jesteś. Nie będą cię oceniać, lecz będą się cieszyć z tego, że chcesz z nimi być. 
Muminki mają w sobie tyle czułości, tyle delikatności, że myśmy powinni brać z nich przykład.
,,Nie jesteśmy po to, by służyć ubogim-choć tak to może wyglądać-ale po to, by stawać się ich przyjaciółmi. Nie po to, by służyć, ale po to, by dawać im siebie i by ubogacać się ich darem. Po to, by stawać się ich przyjaciółmi."
                                                                                                                             ~ Jean Vanier

Jestem niezwykle wdzięczna za to, że mogłam poznać muminki i pozostałych paszczaków. To jedna z piękniejszych rzeczy jakiej dane mi było w ostatnim czasie doświadczyć. Mam teraz przed oczami taki piękny obraz jak Muminy służą do Mszy Świętej na ER. Mnie to osobiście bardzo chwytało za serce, że na Górce traktuje się niepełnosprawnych tak jak każdego innego człowieka. Że się po prostu ich nie dyskryminuje. Myślę, że jest to jedno z najwspanialszych wyrazów miłości do bliźniego. 

O! Teraz najlepsze. Szykujcie się, bo będzie grubo. W ramach Warsztatu Terapii Zajęciowej nakręciliśmy cover teledysku do piosenki ,,Dear Future Husband" Megan Trainor. Muminki po prostu tak wymiatały, że nie mogę wyjść z podziwu. Już dawno nie widziałam w nikim takiej radości, otwartości, zaangażowania, co w nich. Oni pokazali, że można pokonywać własne ograniczenia. 

A teraz odpalaj filmik to zrozumiesz o czym mówię :)

 Źródło - youtube (konto - M.Czuba)

JAKBY TEGO BYŁO MAŁO ... 

... to w programie ER znalazło się jeszcze multum innych, cudownych rzeczy. Rano odmawialiśmy Jutrznię, czyli poranną modlitwę kościoła. Niewiarygodnie pięknie jest zacząć dzień modlitwą. O! Nawet wspólne posiłki były dla mnie mega przyjemnym doświadczeniem i nie tylko dlatego, że lubię jeść.  Wykorzystam sytuację i zrobię reklamę : ,,NA ER BYŁY PYSZNE ZUPY. POLECAM! BIGOS TEŻ PIERWSZA KLASA" :)

Nie zabrakło również, wyczekiwanych przeze mnie z utęsknieniem, nabożeństw. Pozwoliły mi one spojrzeć na pewne sprawy z zupełnie innej strony. A przede wszystkim pozbyć się smutków i żali, które się w tym roku uzbierały. To bardzo pomaga, kiedy człowiek może w spokoju się wypłakać, a za chwilę podnieść się i zacząć wszystko z nową kartą, pełen wolności.

O! Na tegorocznym ER konferencję - ,,Księża na księżyc" wygłosił dla nas o. Łukasz Buksa OFM. Jakby kto nie wiedział jest on franciszkaninem, wokalistą i instruktorem snowboardu w jednym! Dzięki niemu doceniłam obecność księży. Jak to pięknie zostało napisanie na stronie www.swanna.org :
,,O. Łukasz Buksa, franciszkanin z Krakowa, powiedział nam słowo o szacunku do kapłanów i osób konsekrowanych. Wychodząc od popularnego hasła: „Księża na księżyc”, przekonywał, że osoby duchowne pomimo swojej słabości i grzeszności, ze względu na Boże wybraństwo, zasługują na szczególny szacunek ludu wiernego."
I oczywiście jeszcze wieczorem o. Łukasz zagrał dla nas koncert. Po prostu mistrzostwo świata. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. Więc jeśli chcesz usłyszeć w muzyce jakieś pozytywne treści i to jeszcze z ust bardziej pozytywnego człowieka, to już wiesz na jaki koncert się wybrać. :)

DO BIAŁEGO RANA AJAJAJ

Oczywiście przyszedł też czas na zabawę sylwestrową. Wszyscy się tak wystroili (oczywiście z naszymi odświętnie ubranymi franciszkanami na czele :P), że nic tylko zdjęcia cykać.

Przyznam się, że do niedawna niespecjalnie lubiłam prezentować publicznie te swoje kocie ruchy :P . Ale na Górce, jak to na Górce - sami swoi, więc spokojnie mogłam bansować do tych hitów hiciorków. Żeby już nie przedłużać, powiem tylko tyle, że Sylwester z Andrzejem Dudą to się do Sylwestra franciszkańskiego nawet nie umywa! :)

WTZ - Warsztat Terapii Zajęciowej
A O PÓŁNOCY CO?

A o północy najpiękniejsze, czyli Msza. Na prawdę wspaniale było spędzić pierwsze kilkanaście minut nowego roku na modlitwie. Po za tym usłyszałam na tej Eucharystii tak piękne kazanie, że czułam się jakby było ono mówione specjalnie dla mnie... Dostałam takiej siły, że mam ochotę dzielić się z całym światem tym czego doświadczyłam.

Później oczywiście obowiązkowo pojawił się mleczny toast, składanie sobie życzeń i znów zabawa do białego rana

I tak, pierwszego stycznia, powróciłam do Wrocławia przeszczęśliwie wymodlona,pełna nadziei, siły i entuzjazmu, wytańczona i przepełniona spokojem. 

PS. A jeśli chcesz się dowiedzieć czym jest franciszkańska ,,szkocja" to polecam udać się na rekolekcje na Górę Św. Anny. To trzeba zobaczyć na własne oczy :)

Więcej info o Franciszkańskim Duszpasterstwie Młodzieży i Powołań znajdziesz tu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

*PROSZĘ O NIEZOSTAWIANIE LINKÓW DO SWOICH BLOGÓW. *KOMENTARZE TYPU ,,ŚWIETNY POST" PROSZĘ SOBIE DAROWAĆ
Jestem radosnym człowieczkiem, ale będę jeszcze bardziej szczęśliwa, jeśli zostawisz tu po sobie ślad. Chciałabym tworzyć blog razem z Tobą, więc zapraszam Cię do komentowania :)